10-10-2018

Czy Dziennikarz Może Bezkarnie Wycinać Moje Słowa z Kontekstu? Czy Mogę Tego Uniknąć?

Alt

Najsłynniejsze zdanie, które dziennikarze słyszą od rozmówcy, dzień po publikacji tekstu albo reportażu w telewizji brzmi: „przecież ja tego nie powiedziałem”! Nie ma bardziej absurdalnego i - delikatnie mówiąc – niemądrego stwierdzenia. Trudno mieć pretensję do dziennikarza, że zacytował fragment odpowiedzi, część wystąpienia, albo tylko 2 z 15 wygłoszonych zdań. Oczywiście można mieć mu za złe, że mimo iż zwracaliśmy uwagę na coś innego, on wybrał inny fragment, albo inaczej rozłożył akcenty wypowiedzi… Możemy nawet dziennikarza telefonicznie zrugać, zmieszać z błotem na Facebooku, a nawet obrazić się na niego i jasno zadeklarować: więcej z nim nie będę rozmawiał! Możemy wszystko. Tylko czy warto?

(Nie)potrzebne media

Dziennikarz bez nas sobie poradzi – może nawet przez kilka minut będzie miał wyrzuty sumienia… My bez dziennikarza? Jeśli miał to być incydentalny kontakt – nie ma problemu. Jednak jeśli zależy nam na kontaktach z mediami, jeśli od nich zależy nasza popularność, czy pozycja, które z kolei są elementem naszej działalności (biznesowej albo politycznej) to warto nie palić żadnego mostu. Przy okazji - środowisko dziennikarskie, mimo pozornych podziałów związanych np. z sympatiami politycznymi, jest dość hermetyczne. Wiadomość o rozmówcy, który „się awanturuje” bardzo szybko się rozejdzie, a jeśli nie jesteśmy prezydentem, premierem, jedynym polskim astronautą, strzelcem 3 goli w finale Ligi Mistrzów… jednym słowem, jeśli dziennikarze mogą wybrać innego rozmówcę to na pewno to zrobią. I żeby było jasne – wcale nie w imię solidarności zawodowej, ale po prostu z wygody. Są dziesiątki ekspertów, którzy chętnie pojawią się przed mikrofonem, albo kamerą bez stwarzania jakichkolwiek problemów.

To ja mam władzę

Czy więc jesteśmy skazani na wybór dziennikarza? Czy nie mamy jakiegokolwiek wpływu na to które słowa zacytuje w swoim materiale? Który fragment wypowiedzi wykorzysta? Tak myśli się potocznie. W rzeczywistości cała władza jest w naszych rękach. To my decydujemy, które z naszych słów zostaną zacytowane. To my możemy manipulować dziennikarzem! Jak? Świadomie decydując co chcemy powiedzieć. Najłatwiej będzie to przedstawić na przykładzie. Gdyby ktoś z Czytelników chciał zacytować moją odpowiedź na tytułowe pytania na podstawie powyższego tekstu, mógłby wyciąć któreś ze zdań np.:

- Czy dziennikarz może bezkarnie wycinać moje słowa z kontekstu? Czy mogę tego uniknąć?

- Nie ma bardziej absurdalnego i - delikatnie mówiąc – niemądrego stwierdzenia. Trudno mieć pretensję do dziennikarza, że zacytował fragment odpowiedzi, część wystąpienia, albo tylko 2 z 15 wygłoszonych zdań – uważa Marcin Żebrowski i dodaje: - Są dziesiątki ekspertów, którzy chętnie pojawią się przed mikrofonem, albo kamerą bez stwarzania jakichkolwiek problemów.

Czy to oddaje sens mojego powyższego tekstu? Nie. Czy to są słowa, których nie napisałem, które zmyślił dziennikarz i włożył mi w usta? Nie. Gdzie popełniłem błąd? Dlaczego mam poczucie, że nie to chciałem powiedzieć? Bo powiedziałem za dużo.

Nie zostawiaj wyboru

Pozwoliłem sobie na długi tekst, pełen aluzji i wycieczek w różnych kierunkach (w szkole chyba tak brzmiała definicja eseju…). Tak często kończy się rozmowa z dziennikarzem. Pada pytanie – nasza odpowiedź. Kolejne pytanie – kolejna odpowiedź… Z jednym zastrzeżeniem: podczas gdy pierwsza odpowiedź jest na ogół przemyślana, kolejne zaczynają coraz częściej zmierzać w kierunku tzw. radosnej twórczości… No bo kolejne pytania są coraz luźniejsze, dziennikarz już nie jest taki straszny, dzielący nas dystans się zmniejsza i w końcu – co najgorsze – mam wewnętrzne przekonanie, że to co najważniejsze już powiedziałem w pierwszym zdaniu. Nie ma gorszej i bardziej absurdalnej wymówki. To, że w pierwszej minucie nagrania wygłosiliśmy interesującą nas odpowiedź nie znaczy, że to właśnie ona znajdzie się w materiale. Dziennikarz równie dobrze może uznać, że ciekawsze/ważniejsze/bardziej nośne/lepiej pasujące do innych itd. są inne wypowiedzi, które padły później. Jak tego uniknąć? Powiedzieć tylko to na czym nam zależy – wygłaszać tą samą odpowiedź na każde pytanie, powtarzać się, a nawet narazić się na śmieszność przed dziennikarzem. To niewielka cena za „zmanipulowanie” go i zmuszenie do umieszczenia w materiale zdania, na którym naprawdę nam zależy. Nie będzie miał wyboru. Innych po prostu nie będzie.

Marcin Żebrowski

Prezes Zarządu